Milczeliśmy jakiś czas. Pracowaliśmy w pocie czoła. Obiecywaliśmy zaskoczenie. I oto jest! 3…2…1…ZACZYNAMY!
W poniedziałek weszliśmy do studia, aby zarejestrować materiał na naszą czwartą płytę. Album będzie zupełnie inny od naszych poprzednich płyt. Na razie jeszcze trzymamy kilka rzeczy w tajemnicy, ale zdradzamy już, że producentem płyty będzie Wojciech Waglewski- jeden z najlepszych polskich gitarzystów, aranżerów, a przede wszystkim lider formacji VOO VOO.
Rzecz tym większa, iż Wojtek znany jest z tego, że nie współpracuje przy muzyce, która mu się nie podoba, jednak dzięki temu płyty, które ”wychodzą” spod jego ręki mają jedną cechę wspólną- wysoki poziom artystyczny…Wcześniej był odpowiedzialny m.in. za produkcję płyty Marii Peszek, czy Raz Dwa Trzy.
Już za kilka dni, na naszym profilu na You Tube (www.youtube.pl/plateauband) będziecie mogli zobaczyć pierwsze filmy ze studia.
Obiecujemy jednak, że to tylko pierwsza z niespodzianek, jakie dla Was szykujemy. Wkrótce dowiecie się o kolejnych szczegółach dotyczących albumu….Bądźcie czujni i odwiedzajcie nas często!
Ochronka, w której opieką otaczano dzieci w wieku 4-7 lat, powstała w 1919 r. Zajmowany przez nią lokal prawdopodobnie mieścił się dwa stopnie niżej niż parter w budynku Publicznej Szkoły Powszechnej nr 1 i nr 2, przy ul. Wileńskiej 32 róg Długiej (obecnie Legionów). W placówce pracowały dwie nauczycielki: Helena Żylińska (kierownik) oraz Janina Zamojska. W tym czasie dzieci brały udział w różnego rodzaju zabawach i pogadankach, jednak najważniejszym celem nauczycielek było przygotowanie wychowanków do rozpoczęcia nauki w l klasie.
W sobotę 20 lutego b.r. w hali sportowej Gimnazjum nr 1 w Ząbkach rozegrano edycję zimową czyli 5 turniej tenisa stołowego z cyklu Grand Prix’ 2009/2010 pod patronatem Burmistrza Miasta Ząbki.
Hala sportowa Gimnazjum nr 2 w niedzielne przedpołudnie gościła uczestników Halowego Turnieju Piłki Nożnej Chłopców rocznika 2001 i młodszych. Na starcie stanęło 8 zespołów podzielonych na 2 grupy.
Natomiast w grupie B grały zespoły: Dolcan II Ząbki, Pioruny Targówek, Delta Warszawa i SEMP Ursynów.
W ostatnią niedzielę stycznia b.r. w hali sportowej Gimnazjum nr 2 przy ulicy Batorego 37 rozegrano Halowy Turniej Piłki Nożnej Żaków – rocznik 1998 i młodsi. W turnieju udział wzięło 7 zespołów podzielonych na dwie grupy (P.K.S. Life Siennica niestety nie dojechał).
Innowacyjne i nowoczesne urządzenie do realizacji transakcji płatniczych integrujące kasę fiskalną i PINpad służący do wprowadzania kodu PIN. Jego główną zaletą jest uproszczenie i skrócenie procesu wprowadzania danych o transakcji na terminal płatniczy.
Dzięki podpisaniu umowy z firmą E-service S.A. na instalowanie terminali płatniczych do kas combo i neo plus (tzw. kasoterminali) rozszerzyła się nasza oferta dotycząca urządzeń fiskalnych.
W praktyce, dane o płatności wprowadzone do kasy fiskalnej nie wymagają ponownego wprowadzenia do terminala POS. Dzięki temu autoryzacja i realizacja płatności elektronicznych odbywa się w prosty i intuicyjny sposób.
Normal 0 21 false false false PL X-NONE X-NONE MicrosoftInternetExplorer4 Nastąpiła zmiana terminu zebrań z Rodzicami.
Ze względu na zakończenie rekolekcji przekłada się termin zebrania z dnia 18 marca na dzień 22 marca (poniedziałek) 2010 roku. Godziny pozostają bez zmian:
Zapraszamy wszystkich na spotkania z wychowawcami.
17 marca 2010 roku o godzinie 16.oo w Zespole Szkół Nr 2 im. Prymasa Tysiąclecia przy ul. Wczasowej 5, odbędzie się nadzwyczajna sesja Rady Miasta Marki, poświęcona tematyce stanu technicznego budynku przy ul. Turystycznej 10 (budynek będzie otwarty w dniu sesji w godzinach 15.oo – 15.45), jak również problemom bezpieczeństwa ruchu drogowego w rejonie szkoły oraz kwestii boiska szkolnego.
Bikejoring to dyscyplina sportowa, sportu psich zaprzęgów w której kolarz i pies muszą pokonać określoną trasę w jak najkrótszym czasie. Zawody rozgrywane są z reguły w lesie, często w pagórkowatym terenie, na dystansie 5-10 km.
Jak co roku ruszyła akcja Gazety Wyborczej nakłaniająca do sprzątania po naszych czworonożnych przyjaciołach.
Zapraszam do zapoznania się z wyznaniami czytelników ze strony www.warszawa.gazeta.pl jak również do podzielenia się własnymi doświadczeniami z naszego mareckiego podwórka, zarówno z punktu widzenia właściciela psów, ale też przechodniów dostrzegających ten problem.
Przypominam parę faktów:
Czy wiesz, że ?
1) Psie odchody nie użyźniają gleby, zawierają natomiast jaja pasożytów.
2) Psie odchody mogą być źródłem wielu chorób odzwierzęcych np. toksokarozy.
3) Na choroby odzwierzęce może zachorować dorosły czlowiek oraz dzieci, których organizm jest najmniej odporny na infekcje.
Dlatego:
Posprzątaj po swoim psie ! To nie jest kupa roboty. 1) Możesz do tego użyć specjalnego zestawu higienicznego lub zwykłej foliowej torebki. 2) Zwróć uwagę osobom, których psy przebywają tam, gdzie nie powinny: w piaskownicach i na placach zabaw. 3) Odrobaczaj swojego psa 4 razy do roku. Jeszcze częściej szczeniaka.
Warszawskie Osiedle Zacisze. Czerwiec 2006.
Radek Dec W dniu 09.03.2010 r. o godz 10:40 patrol Straży Miejskiej podczas kontroli otoczenia Szkoły Podstawowej Nr 3 w Zielonce, znajdującej się przy ulicy Wilsona, zauważył na horyzoncie wysoki słup ciemnego dymu. Natychmiast udał się w tym kierunku.
Straż Pożarna zaalarmowana, w gotowości oczekiwała na podanie lokalizacji pożaru.
Po dotarciu na miejsce stwierdzono że pali się stare wysypisko śmieci na tyłach cegielni przy ulicy Fabrycznej.
Więcej informacji i zdjęć na stronie www.strazmiejska.zielonka.pl
Wschodnia Obwodnica Warszawy - na realizację tej inwestycji mieszkańcy powiatu wołomińskiego, a zwłaszcza Marek i Radzymina, czekają od lat. W ostatnich tygodniach, za sprawą pisma do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA), poznaliśmy stanowisko "Marek". Władze miasta popierają budowę, ale są warunki. Dowiedz się jakie.
O problemach Straży Pożarnej na terenie powiatu wołomińskiego, najgroźniejszych akcjach ratowniczych ostatniej dekady oraz prognozach na przyszłość opowiada pierwszy Komendant Powiatowy Państwowej Straży Pożarnej w Wołominie. St. bryg. inż. Roman Gołębnik pozostawał na tym stanowisku od 1999 roku, teraz przechodzi na zasłużoną emeryturę.
„KW”: Panie komendancie, jak pan będzie wspominał okres swojej służby, a szczególnie ostatnie jedenaście lat w Wołominie?
Roman Gołębnik: Bardzo dobrze. Swoją pracę zaczynałem od prewencji w komendzie powiatowej, później w komendzie wojewódzkiej. Potem miałem na kilka lat rozbrat ze Strażą Pożarną. Gdy wróciłem w 1994r. to trafiłem do „szkoleniówki”. Pięć lat na różnym szczeblu tą „szkoleniówkę” ćwiczyłem i od 1 czerwca 1999 zostałem oddelegowany na komendanta powiatowego do Wołomina. Także trochę już tych różnych stanowisk strażackich w życiu zaliczyłem.
Przy czym, muszę przyznać, iż praca w prewencji czy w „szkoleniówce” jest o tyle wdzięczna, że można tam być specjalistą. W byciu komendantem powiatowym nie ma takiej możliwości, żeby znać się na wszystkim najlepiej. Tutaj trzeba sobie dobrać kadrę i zdać się na pracowników. Odchodząc z komendy wojewódzkiej chciałem jednak doświadczyć owej pracy u podstaw na szczeblu powiatowym, zmierzyć się z wieloma problemami z różnych dziedzin naraz.
Pożegnanie Komendanta ze sztandarem Komendy Powiatowej PSP Wołomin.
Co było dla pana największym problemem, albo wyzwaniem?
Kierowanie dużą ilością osób. Współpraca z kilkoma osobami merytorycznymi a współpraca z całym przekrojem osób zatrudnionych w służbie przeciwpożarowej to jednak jest ogromna różnica.
Może to na początku było trochę moim problemem. Poza tym, moim minusem od początku było to, że nigdy nie uważałem się za specjalistę w zakresie spraw kwatermistrzowskich. Właściwie nadal jest to moją „piętą achillesową”. Na szczęście, obecnie nie jest to dziedzina bezpośrednio w moim pionie tylko w pionie mojego zastępcy. (śmiech)
Jestem więc po części z tego przykrego obowiązku zwolniony.
Co wobec tego przyniosło panu najwięcej satysfakcji?
Na samym początku nakreśliłem sobie plany reform, które starałem się następnie konsekwentnie realizować i mogę powiedzieć, że prawie wszystko mi się udało.
Ta komenda, gdy ją obejmowałem, była wybitnie skrzywdzona etatowo. Wynikało to z faktu, że gdy powstawały powiaty założenie było takie, aby komendy rejonowe przekształcane zostały w powiatowe z dotychczasową ilością etatów. Problem w tym, że poprzednio Komenda Rejonowa Wołomin operacyjnie chroniła tylko cztery gminy: Zielonkę, Kobyłkę, Wołomin i Radzymin. Liczba 56 etatów była więc dostosowana do potrzeb tylko tych gmin. Tymczasem wraz z powstaniem powiatu teren naszego rejonu zwiększył się dwuipółkrotnie!
Co roku zwiększałem liczbę etatów. W chwili obecnej jest ich już 88 ale niestety, jest to w dalszym ciągu najniższy współczynnik na Mazowszu. Średnia w województwie wynosi ok. 0,7 strażaka na 1000 mieszkańców, czyli docelowo powinniśmy mieć ok. 150-160 etatów.
Jak jest z wyposażeniem wołomińskiej komendy PSP?
Nie jest najgorzej. Odkąd powstały powiaty przyjęliśmy założenie, że co dwa lata będziemy wymieniali podstawowe samochody. Natomiast co drugi rok, dla złapania oddechu będziemy robili tańsze zakupy. To dobra strategia, która do dziś funkcjonuje.
Mamy ciężki samochód z 2007 roku z wydajnością autopompy 6 tys. litrów na minutę. Posiada zbiornik na 7 tys. litrów wody i 4 tys. l. środka pianotwórczego. Przystosowany jest głównie pod zagrożenia przemysłowe.
Niestety, znacznie gorzej jest z samochodami OSP, które w większości są już tak wyeksploatowane, że często nie możemy na nie liczyć.
Wiadomo, że PSP działa w oparciu o OSP. Jak panu układała się ta współpraca?
To był dla mnie następny trudny element, bowiem w mieście Warszawa, OSP praktycznie nie istnieje, gros stanowią działania PSP. A więc zmierzenie się z koniecznością współpracy z ochotnikami, rzeczywiście było dla mnie sporym wyzwaniem. (śmiech)
Można spytać dlaczego?
Trudno jest zrozumieć to, że ci ludzie nie robią tego dla pieniędzy, i że z jednej strony nie można od nich wymagać, ale z drugiej strony to zabezpieczenie musi być. Wobec tego trudno jest znaleźć „złoty środek”. Jeżeli jest jednostka zawodowa i ją się alarmuje to wiadomo, że ona wyjeżdża. W przypadku jednostek ochotniczych takiej pewności nie ma. Nie wiadomo, czy ta jednostka wyjedzie za 5, 10 minut albo czy w ogóle wyjedzie?
Muszę jednak powiedzieć, że w tym starym rejonie wołomińskim, jednostki OSP były dobre. Na pewno w czubie można wymienić jednostki z: Radzymina, Kobyłki, Zielonki. Są to jednostki, które działają bardzo profesjonalnie i czas ich reakcji jest niezwykle krótki. Można powiedzieć, że są to nasze trzy sztandarowe jednostki, na które zawsze można liczyć. Bardzo dużo moich pracowników wywodzi się z ich szeregów.
Ile jednostek OSP ogółem jest w powiecie wołomińskim? Ile z nich należy do KSRG?
W ogóle jednostek OSP mamy 42. Z czego, 13 włączonych jest do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego.
Czy to wystarczająco aby zabezpieczyć potrzeby tak rozległego powiatu?
W zasadzie tak. Natomiast, można byłoby dyskutować czy ich lokalizacja jest właściwa. Przyznam szczerze, że mam troszeczkę uwag odnośnie samego systemu.
Z jednej strony to, że dana jednostka włączona jest do KSRG przynosi jej wiele prestiżu. Zyskuje możliwość otrzymywania środków z Państwowej Straży Pożarnej, jeśli ubiega się o zakup nowego samochodu. Jest również objęta formą refundacji całorocznych wyjazdów poza teren własnej gminy. Zatem, trochę tych dobrodziejstw jest.
Jednakże, patrząc na niektóre jednostki można dostrzec pewną niesprawiedliwość tegoż systemu. Dla przykładu, mogę podać gminę Klembów, która posiada cztery jednostki, z czego dwie są w systemie. Ale gdybym miał wskazać, która z nich jest najlepsza, to powiem szczerze, że są to cztery równorzędne jednostki.
Czy rzeczywiście są aż tak dobre?
Proszę sobie wyobrazić, iż Klembów jest jedną z nielicznych gmin, gdzie ochotnictwo jest naprawdę autentyczne. Odkąd sięgam pamięcią, ci ochotnicy każdego roku podejmują uchwałę na zarządzie, o zrzeczeniu się wszystkich pieniędzy, które powinni dostawać jako rekompensatę za wyjazdy! To są ludzie, którzy niosą pomoc z autentycznej potrzeby serca i za to chylę czoła przed nimi.
Poza tym, są to jednostki, które pod względem usprzętowienia także bardzo prą do przodu. W tej sytuacji szkoda, że mamy cztery wartościowe jednostki, z których nie wszystkie mogą być w systemie, bowiem niewielka gmina Klembów nie jest aż tak zagrożona.
Wracając do tematu lokalizacji jednostek na naszym terenie trzeba wspomnieć, iż np. niewielka gmina Dąbrówka posiada 7 jednostek OSP. Jak wójt chce utrzymać wszystkie na wysokim poziomie sprzętowym to w rzeczywistości nie ma szans utrzymania ani jednej.
Tak samo gmina Strachówka, w której są trzy OSP i wszystkie poza systemem. Od 2000 roku uruchomiliśmy w Tłuszczu filię zwaną posterunkiem JRG i stamtąd operujemy na te tereny.
To jest wada naszego systemu, że władze samorządowe chcą pomagać wszystkim. A powinny być wyłonione dwie jednostki w gminie, które byłyby liderami i posiadały dobry sprzęt.
Jakie są główne zagrożenia w powiecie wołomińskim?
Mamy ich co nie miara. W zależności od okresu i charakteru poszczególnych gmin. Wiosną wypalanie traw i zadrzewień. Najgorsze są rejony gmin: Poświętne i Tłuszcz gdzie mamy lasy na podłożu torfowym, które potrafią płonąć przez tydzień.
Trasa komunikacyjna S-8 i droga nr 50 to oczywiście wypadki drogowe. Mamy w powiecie zakłady dużego ryzyka, w tym bazę paliw w Emilianowie, oraz dwa zakłady zwiększonego ryzyka umiejscowione w Wołominie. Ilość pożarów jest zawsze proporcjonalna w stosunku do ludzi przebywających na danym terenie. Oficjalnie powiat wołomiński liczy ok. 240 tysięcy mieszkańców, ale gdyby policzyć letników okazałoby się, że ma 300 tysięcy. I jest to widoczne w ilości zdarzeń. Oczywiście, ma to również przełożenie na stan posiadanego sprzętu, który szybciej się eksploatuje.
Akcja, która najbardziej utkwiła w pamięci?
Przez 11 lat wydarzyło się całe mnóstwo rzeczy nietypowych, a przez to ciekawych. Na pewno katastrofa ekologiczna na rzece Rządza w 2000r. Także w tym samym roku pożar w rejonie Międzylesia. Muszę przyznać, iż po raz pierwszy w życiu miałem wtedy większego stracha.
Nie było żadnej możliwości ucieczki, zostaliśmy otoczeni przez ogień. Dookoła płonął sosnowy zagajnik, płomienie sięgały dwóch, trzech metrów. Musieliśmy wytrzymać do czasu aż nadlecą samoloty, które nocą niestety nie operują. Przez całą noc broniliśmy przed ogniem krytych strzechą gospodarstw, miałem ulokowane w tym rejonie cztery samochody. Płonące igliwie fruwało nam nad głowami, a my musieliśmy przez cały czas pilnować, aby iskry nie przedostały się na te strzechy! Mieliśmy noc pełną atrakcji, ale najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło.
Prawdziwą rzadkością jest wierzchołkowy pożar lasu, który przytrafił mi się przez te lata tylko raz, na terenie poligonu w Zielonce. Na początku ogień rozwijał się normalnie, szedł nisko do czasu aż wystąpił silny wiatr, który zaniósł pożar na wierzchołki drzew. To nie był długotrwały pożar, ale był cholernie niebezpieczny, bowiem w momencie kiedy wskoczył nam na wierzchołki to praktycznie cudem udało nam się ewakuować samochody. O wężach, które tam zostały nawet nie będę wspominał, nie było czasu na nic, nakazałem chłopakom natychmiastowe wycofanie. Na szczęście wiatr osłabł i w końcu udało nam się ten pożar z powrotem dociągnąć do podłoża.
Ciekawym z punktu widzenia kierującego akcją doświadczeniem był nocny pożar zakładu produkującego znicze w Ząbkach, w którym znajdowało się ok. 30 ton parafiny! Było to ewidentne podpalenie, na dodatek tak perfidne, że trudno było je ugasić. Płonąca parafina unosiła się na powierzchni wody, musieliśmy użyć piany. Udało nam się uratować budynek mieszkalny przylegający do zakładu. Sama fabryka niestety spłonęła.
Nie żal panu rezygnować z takiej pracy? Co dalej, łowienie rybek?
Chcę trochę odpocząć, mam małe dziecko 3,5 roku. Potrzebuję trochę luzu. Ciężko powiedzieć, że to jest praca, ponieważ rzadko kiedy mam dzień wolny, czasami trafi mi się niedziela, ale też bardzo rzadko. W każdej chwili trzeba być gotowym do włożenia munduru i wyjazdu. Przyznam się, że jednego razu wyjechałem do pożaru z dzieckiem, bo po prostu nie miałem z kim go zostawić. Dobrze, że policja i żona tego nie widziała (śmiech)

No proszę, rośnie panu następca. Można powiedzieć, że chrzest bojowy ma już za sobą?
Rzeczywiście, dziecko mi się wdrożyło do służby. Dla niego już w tej chwili imprezy strażackie, zawody to okazja, której nie przepuści.
Ale może lepiej jest robić to na czym się człowiek zna? (śmiech)
Mogę powiedzieć, że ja też mam już ustawioną pracę, dalej strażacką. Nie składam broni pozostaję w resorcie, na dodatek na terenie powiatu wołomińskiego.
Służba strażacka od zawsze była pana pasją?
Jestem strażakiem z przypadku! Tuż przed rozpoczęciem studiów, na rodzinnej uroczystości poznałem oficera z Komendy Głównej. I on tak mi w głowie namieszał, że już pod koniec imprezy byłem zdecydowany zostać strażakiem. A wcześniej nawet nie wiedziałem, że istnieje coś takiego jak straż pożarna, w ogóle się tym nie interesowałem. Absolutny przypadek sprawił, że zostałem strażakiem i absolutnie nigdy tego nie żałowałem! (śmiech)
Bardzo fajna praca, bardzo fajne doświadczenie, możliwość spotkania z wieloma wspaniałymi ludźmi. Mentalność większości strażaków jest taka, że przez to, iż wciąż niesiemy pomoc ludziom to już wewnętrznie jesteśmy zawsze nastawieni na pomaganie.
W dobrej kondycji zostawia pan Komendę Powiatową, czy następca będzie miał sporo roboty?
Na pewno będzie miał sporo roboty, chociażby z dalszą wymianą samochodów, których mamy czternaście na stanie. W tym roku mamy już zaplanowaną wymianę samochodu średniego z 1995r. Jest to najstarszy wóz, którego nie zdążyłem wymienić.
Po drugie kryzys, który bardzo odbił się na całej PSP. Czekamy wciąż na pieniądze. Wg moich wyliczeń aby spiąć tegoroczny budżet brakuje nam jeszcze ok. 800 tysięcy złotych. Cudem udało nam się zakończyć bez długu rok ubiegły, za ogólnym porozumieniem musieliśmy przesunąć część środków z nagród, na spłaty zobowiązań.
Mój następca musi utrzymać politykę zakupową, a więc wymianę podstawowego samochodu co dwa lata. W obecnej sytuacji może to być niestety, sporym wyzwaniem.
Dziękuję za rozmowę.
(Rafał S. Lewandowski)
O problemach Straży Pożarnej na terenie powiatu wołomińskiego, najgroźniejszych akcjach ratowniczych ostatniej dekady oraz prognozach na przyszłość opowiada pierwszy Komendant Powiatowy Państwowej Straży Pożarnej w Wołominie. St. bryg. inż. Roman Gołębnik pozostawał na tym stanowisku od 1999 roku, teraz przechodzi na zasłużoną emeryturę.
„KW”: Panie komendancie, jak pan będzie wspominał okres swojej służby, a szczególnie ostatnie jedenaście lat w Wołominie?
Roman Gołębnik: Bardzo dobrze. Swoją pracę zaczynałem od prewencji w komendzie powiatowej, później w komendzie wojewódzkiej. Potem miałem na kilka lat rozbrat ze Strażą Pożarną. Gdy wróciłem w 1994r. to trafiłem do „szkoleniówki”. Pięć lat na różnym szczeblu tą „szkoleniówkę” ćwiczyłem i od 1 czerwca 1999 zostałem oddelegowany na komendanta powiatowego do Wołomina. Także trochę już tych różnych stanowisk strażackich w życiu zaliczyłem.
Przy czym, muszę przyznać, iż praca w prewencji czy w „szkoleniówce” jest o tyle wdzięczna, że można tam być specjalistą. W byciu komendantem powiatowym nie ma takiej możliwości, żeby znać się na wszystkim najlepiej. Tutaj trzeba sobie dobrać kadrę i zdać się na pracowników. Odchodząc z komendy wojewódzkiej chciałem jednak doświadczyć owej pracy u podstaw na szczeblu powiatowym, zmierzyć się z wieloma problemami z różnych dziedzin naraz.
Pożegnanie Komendanta ze sztandarem Komendy Powiatowej PSP Wołomin.
Co było dla pana największym problemem, albo wyzwaniem?
Kierowanie dużą ilością osób. Współpraca z kilkoma osobami merytorycznymi a współpraca z całym przekrojem osób zatrudnionych w służbie przeciwpożarowej to jednak jest ogromna różnica.
Może to na początku było trochę moim problemem. Poza tym, moim minusem od początku było to, że nigdy nie uważałem się za specjalistę w zakresie spraw kwatermistrzowskich. Właściwie nadal jest to moją „piętą achillesową”. Na szczęście, obecnie nie jest to dziedzina bezpośrednio w moim pionie tylko w pionie mojego zastępcy. (śmiech)
Jestem więc po części z tego przykrego obowiązku zwolniony.
Co wobec tego przyniosło panu najwięcej satysfakcji?
Na samym początku nakreśliłem sobie plany reform, które starałem się następnie konsekwentnie realizować i mogę powiedzieć, że prawie wszystko mi się udało.
Ta komenda, gdy ją obejmowałem, była wybitnie skrzywdzona etatowo. Wynikało to z faktu, że gdy powstawały powiaty założenie było takie, aby komendy rejonowe przekształcane zostały w powiatowe z dotychczasową ilością etatów. Problem w tym, że poprzednio Komenda Rejonowa Wołomin operacyjnie chroniła tylko cztery gminy: Zielonkę, Kobyłkę, Wołomin i Radzymin. Liczba 56 etatów była więc dostosowana do potrzeb tylko tych gmin. Tymczasem wraz z powstaniem powiatu teren naszego rejonu zwiększył się dwuipółkrotnie!
Co roku zwiększałem liczbę etatów. W chwili obecnej jest ich już 88 ale niestety, jest to w dalszym ciągu najniższy współczynnik na Mazowszu. Średnia w województwie wynosi ok. 0,7 strażaka na 1000 mieszkańców, czyli docelowo powinniśmy mieć ok. 150-160 etatów.
Jak jest z wyposażeniem wołomińskiej komendy PSP?
Nie jest najgorzej. Odkąd powstały powiaty przyjęliśmy założenie, że co dwa lata będziemy wymieniali podstawowe samochody. Natomiast co drugi rok, dla złapania oddechu będziemy robili tańsze zakupy. To dobra strategia, która do dziś funkcjonuje.
Mamy ciężki samochód z 2007 roku z wydajnością autopompy 6 tys. litrów na minutę. Posiada zbiornik na 7 tys. litrów wody i 4 tys. l. środka pianotwórczego. Przystosowany jest głównie pod zagrożenia przemysłowe.
Niestety, znacznie gorzej jest z samochodami OSP, które w większości są już tak wyeksploatowane, że często nie możemy na nie liczyć.
Wiadomo, że PSP działa w oparciu o OSP. Jak panu układała się ta współpraca?
To był dla mnie następny trudny element, bowiem w mieście Warszawa, OSP praktycznie nie istnieje, gros stanowią działania PSP. A więc zmierzenie się z koniecznością współpracy z ochotnikami, rzeczywiście było dla mnie sporym wyzwaniem. (śmiech)
Można spytać dlaczego?
Trudno jest zrozumieć to, że ci ludzie nie robią tego dla pieniędzy, i że z jednej strony nie można od nich wymagać, ale z drugiej strony to zabezpieczenie musi być. Wobec tego trudno jest znaleźć „złoty środek”. Jeżeli jest jednostka zawodowa i ją się alarmuje to wiadomo, że ona wyjeżdża. W przypadku jednostek ochotniczych takiej pewności nie ma. Nie wiadomo, czy ta jednostka wyjedzie za 5, 10 minut albo czy w ogóle wyjedzie?
Muszę jednak powiedzieć, że w tym starym rejonie wołomińskim, jednostki OSP były dobre. Na pewno w czubie można wymienić jednostki z: Radzymina, Kobyłki, Zielonki. Są to jednostki, które działają bardzo profesjonalnie i czas ich reakcji jest niezwykle krótki. Można powiedzieć, że są to nasze trzy sztandarowe jednostki, na które zawsze można liczyć. Bardzo dużo moich pracowników wywodzi się z ich szeregów.
Ile jednostek OSP ogółem jest w powiecie wołomińskim? Ile z nich należy do KSRG?
W ogóle jednostek OSP mamy 42. Z czego, 13 włączonych jest do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego.
Czy to wystarczająco aby zabezpieczyć potrzeby tak rozległego powiatu?
W zasadzie tak. Natomiast, można byłoby dyskutować czy ich lokalizacja jest właściwa. Przyznam szczerze, że mam troszeczkę uwag odnośnie samego systemu.
Z jednej strony to, że dana jednostka włączona jest do KSRG przynosi jej wiele prestiżu. Zyskuje możliwość otrzymywania środków z Państwowej Straży Pożarnej, jeśli ubiega się o zakup nowego samochodu. Jest również objęta formą refundacji całorocznych wyjazdów poza teren własnej gminy. Zatem, trochę tych dobrodziejstw jest.
Jednakże, patrząc na niektóre jednostki można dostrzec pewną niesprawiedliwość tegoż systemu. Dla przykładu, mogę podać gminę Klembów, która posiada cztery jednostki, z czego dwie są w systemie. Ale gdybym miał wskazać, która z nich jest najlepsza, to powiem szczerze, że są to cztery równorzędne jednostki.
Czy rzeczywiście są aż tak dobre?
Proszę sobie wyobrazić, iż Klembów jest jedną z nielicznych gmin, gdzie ochotnictwo jest naprawdę autentyczne. Odkąd sięgam pamięcią, ci ochotnicy każdego roku podejmują uchwałę na zarządzie, o zrzeczeniu się wszystkich pieniędzy, które powinni dostawać jako rekompensatę za wyjazdy! To są ludzie, którzy niosą pomoc z autentycznej potrzeby serca i za to chylę czoła przed nimi.
Poza tym, są to jednostki, które pod względem usprzętowienia także bardzo prą do przodu. W tej sytuacji szkoda, że mamy cztery wartościowe jednostki, z których nie wszystkie mogą być w systemie, bowiem niewielka gmina Klembów nie jest aż tak zagrożona.
Wracając do tematu lokalizacji jednostek na naszym terenie trzeba wspomnieć, iż np. niewielka gmina Dąbrówka posiada 7 jednostek OSP. Jak wójt chce utrzymać wszystkie na wysokim poziomie sprzętowym to w rzeczywistości nie ma szans utrzymania ani jednej.
Tak samo gmina Strachówka, w której są trzy OSP i wszystkie poza systemem. Od 2000 roku uruchomiliśmy w Tłuszczu filię zwaną posterunkiem JRG i stamtąd operujemy na te tereny.
To jest wada naszego systemu, że władze samorządowe chcą pomagać wszystkim. A powinny być wyłonione dwie jednostki w gminie, które byłyby liderami i posiadały dobry sprzęt.
Jakie są główne zagrożenia w powiecie wołomińskim?
Mamy ich co nie miara. W zależności od okresu i charakteru poszczególnych gmin. Wiosną wypalanie traw i zadrzewień. Najgorsze są rejony gmin: Poświętne i Tłuszcz gdzie mamy lasy na podłożu torfowym, które potrafią płonąć przez tydzień.
Trasa komunikacyjna S-8 i droga nr 50 to oczywiście wypadki drogowe. Mamy w powiecie zakłady dużego ryzyka, w tym bazę paliw w Emilianowie, oraz dwa zakłady zwiększonego ryzyka umiejscowione w Wołominie. Ilość pożarów jest zawsze proporcjonalna w stosunku do ludzi przebywających na danym terenie. Oficjalnie powiat wołomiński liczy ok. 240 tysięcy mieszkańców, ale gdyby policzyć letników okazałoby się, że ma 300 tysięcy. I jest to widoczne w ilości zdarzeń. Oczywiście, ma to również przełożenie na stan posiadanego sprzętu, który szybciej się eksploatuje.
Akcja, która najbardziej utkwiła w pamięci?
Przez 11 lat wydarzyło się całe mnóstwo rzeczy nietypowych, a przez to ciekawych. Na pewno katastrofa ekologiczna na rzece Rządza w 2000r. Także w tym samym roku pożar w rejonie Międzylesia. Muszę przyznać, iż po raz pierwszy w życiu miałem wtedy większego stracha.
Nie było żadnej możliwości ucieczki, zostaliśmy otoczeni przez ogień. Dookoła płonął sosnowy zagajnik, płomienie sięgały dwóch, trzech metrów. Musieliśmy wytrzymać do czasu aż nadlecą samoloty, które nocą niestety nie operują. Przez całą noc broniliśmy przed ogniem krytych strzechą gospodarstw, miałem ulokowane w tym rejonie cztery samochody. Płonące igliwie fruwało nam nad głowami, a my musieliśmy przez cały czas pilnować, aby iskry nie przedostały się na te strzechy! Mieliśmy noc pełną atrakcji, ale najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło.
Prawdziwą rzadkością jest wierzchołkowy pożar lasu, który przytrafił mi się przez te lata tylko raz, na terenie poligonu w Zielonce. Na początku ogień rozwijał się normalnie, szedł nisko do czasu aż wystąpił silny wiatr, który zaniósł pożar na wierzchołki drzew. To nie był długotrwały pożar, ale był cholernie niebezpieczny, bowiem w momencie kiedy wskoczył nam na wierzchołki to praktycznie cudem udało nam się ewakuować samochody. O wężach, które tam zostały nawet nie będę wspominał, nie było czasu na nic, nakazałem chłopakom natychmiastowe wycofanie. Na szczęście wiatr osłabł i w końcu udało nam się ten pożar z powrotem dociągnąć do podłoża.
Ciekawym z punktu widzenia kierującego akcją doświadczeniem był nocny pożar zakładu produkującego znicze w Ząbkach, w którym znajdowało się ok. 30 ton parafiny! Było to ewidentne podpalenie, na dodatek tak perfidne, że trudno było je ugasić. Płonąca parafina unosiła się na powierzchni wody, musieliśmy użyć piany. Udało nam się uratować budynek mieszkalny przylegający do zakładu. Sama fabryka niestety spłonęła.
Nie żal panu rezygnować z takiej pracy? Co dalej, łowienie rybek?
Chcę trochę odpocząć, mam małe dziecko 3,5 roku. Potrzebuję trochę luzu. Ciężko powiedzieć, że to jest praca, ponieważ rzadko kiedy mam dzień wolny, czasami trafi mi się niedziela, ale też bardzo rzadko. W każdej chwili trzeba być gotowym do włożenia munduru i wyjazdu. Przyznam się, że jednego razu wyjechałem do pożaru z dzieckiem, bo po prostu nie miałem z kim go zostawić. Dobrze, że policja i żona tego nie widziała (śmiech)

No proszę, rośnie panu następca. Można powiedzieć, że chrzest bojowy ma już za sobą?
Rzeczywiście, dziecko mi się wdrożyło do służby. Dla niego już w tej chwili imprezy strażackie, zawody to okazja, której nie przepuści.
Ale może lepiej jest robić to na czym się człowiek zna? (śmiech)
Mogę powiedzieć, że ja też mam już ustawioną pracę, dalej strażacką. Nie składam broni pozostaję w resorcie, na dodatek na terenie powiatu wołomińskiego.
Służba strażacka od zawsze była pana pasją?
Jestem strażakiem z przypadku! Tuż przed rozpoczęciem studiów, na rodzinnej uroczystości poznałem oficera z Komendy Głównej. I on tak mi w głowie namieszał, że już pod koniec imprezy byłem zdecydowany zostać strażakiem. A wcześniej nawet nie wiedziałem, że istnieje coś takiego jak straż pożarna, w ogóle się tym nie interesowałem. Absolutny przypadek sprawił, że zostałem strażakiem i absolutnie nigdy tego nie żałowałem! (śmiech)
Bardzo fajna praca, bardzo fajne doświadczenie, możliwość spotkania z wieloma wspaniałymi ludźmi. Mentalność większości strażaków jest taka, że przez to, iż wciąż niesiemy pomoc ludziom to już wewnętrznie jesteśmy zawsze nastawieni na pomaganie.
W dobrej kondycji zostawia pan Komendę Powiatową, czy następca będzie miał sporo roboty?
Na pewno będzie miał sporo roboty, chociażby z dalszą wymianą samochodów, których mamy czternaście na stanie. W tym roku mamy już zaplanowaną wymianę samochodu średniego z 1995r. Jest to najstarszy wóz, którego nie zdążyłem wymienić.
Po drugie kryzys, który bardzo odbił się na całej PSP. Czekamy wciąż na pieniądze. Wg moich wyliczeń aby spiąć tegoroczny budżet brakuje nam jeszcze ok. 800 tysięcy złotych. Cudem udało nam się zakończyć bez długu rok ubiegły, za ogólnym porozumieniem musieliśmy przesunąć część środków z nagród, na spłaty zobowiązań.
Mój następca musi utrzymać politykę zakupową, a więc wymianę podstawowego samochodu co dwa lata. W obecnej sytuacji może to być niestety, sporym wyzwaniem.
Dziękuję za rozmowę.
(Rafał S. Lewandowski)
O problemach Straży Pożarnej na terenie powiatu wołomińskiego, najgroźniejszych akcjach ratowniczych ostatniej dekady oraz prognozach na przyszłość opowiada pierwszy Komendant Powiatowy Państwowej Straży Pożarnej w Wołominie. St. bryg. inż. Roman Gołębnik pozostawał na tym stanowisku od 1999 roku, teraz przechodzi na zasłużoną emeryturę.
„KW”: Panie komendancie, jak pan będzie wspominał okres swojej służby, a szczególnie ostatnie jedenaście lat w Wołominie?
Roman Gołębnik: Bardzo dobrze. Swoją pracę zaczynałem od prewencji w komendzie powiatowej, później w komendzie wojewódzkiej. Potem miałem na kilka lat rozbrat ze Strażą Pożarną. Gdy wróciłem w 1994r. to trafiłem do „szkoleniówki”. Pięć lat na różnym szczeblu tą „szkoleniówkę” ćwiczyłem i od 1 czerwca 1999 zostałem oddelegowany na komendanta powiatowego do Wołomina. Także trochę już tych różnych stanowisk strażackich w życiu zaliczyłem.
Przy czym, muszę przyznać, iż praca w prewencji czy w „szkoleniówce” jest o tyle wdzięczna, że można tam być specjalistą. W byciu komendantem powiatowym nie ma takiej możliwości, żeby znać się na wszystkim najlepiej. Tutaj trzeba sobie dobrać kadrę i zdać się na pracowników. Odchodząc z komendy wojewódzkiej chciałem jednak doświadczyć owej pracy u podstaw na szczeblu powiatowym, zmierzyć się z wieloma problemami z różnych dziedzin naraz.
Pożegnanie Komendanta ze sztandarem Komendy Powiatowej PSP Wołomin.
Co było dla pana największym problemem, albo wyzwaniem?
Kierowanie dużą ilością osób. Współpraca z kilkoma osobami merytorycznymi a współpraca z całym przekrojem osób zatrudnionych w służbie przeciwpożarowej to jednak jest ogromna różnica.
Może to na początku było trochę moim problemem. Poza tym, moim minusem od początku było to, że nigdy nie uważałem się za specjalistę w zakresie spraw kwatermistrzowskich. Właściwie nadal jest to moją „piętą achillesową”. Na szczęście, obecnie nie jest to dziedzina bezpośrednio w moim pionie tylko w pionie mojego zastępcy. (śmiech)
Jestem więc po części z tego przykrego obowiązku zwolniony.
Co wobec tego przyniosło panu najwięcej satysfakcji?
Na samym początku nakreśliłem sobie plany reform, które starałem się następnie konsekwentnie realizować i mogę powiedzieć, że prawie wszystko mi się udało.
Ta komenda, gdy ją obejmowałem, była wybitnie skrzywdzona etatowo. Wynikało to z faktu, że gdy powstawały powiaty założenie było takie, aby komendy rejonowe przekształcane zostały w powiatowe z dotychczasową ilością etatów. Problem w tym, że poprzednio Komenda Rejonowa Wołomin operacyjnie chroniła tylko cztery gminy: Zielonkę, Kobyłkę, Wołomin i Radzymin. Liczba 56 etatów była więc dostosowana do potrzeb tylko tych gmin. Tymczasem wraz z powstaniem powiatu teren naszego rejonu zwiększył się dwuipółkrotnie!
Co roku zwiększałem liczbę etatów. W chwili obecnej jest ich już 88 ale niestety, jest to w dalszym ciągu najniższy współczynnik na Mazowszu. Średnia w województwie wynosi ok. 0,7 strażaka na 1000 mieszkańców, czyli docelowo powinniśmy mieć ok. 150-160 etatów.
Jak jest z wyposażeniem wołomińskiej komendy PSP?
Nie jest najgorzej. Odkąd powstały powiaty przyjęliśmy założenie, że co dwa lata będziemy wymieniali podstawowe samochody. Natomiast co drugi rok, dla złapania oddechu będziemy robili tańsze zakupy. To dobra strategia, która do dziś funkcjonuje.
Mamy ciężki samochód z 2007 roku z wydajnością autopompy 6 tys. litrów na minutę. Posiada zbiornik na 7 tys. litrów wody i 4 tys. l. środka pianotwórczego. Przystosowany jest głównie pod zagrożenia przemysłowe.
Niestety, znacznie gorzej jest z samochodami OSP, które w większości są już tak wyeksploatowane, że często nie możemy na nie liczyć.
Wiadomo, że PSP działa w oparciu o OSP. Jak panu układała się ta współpraca?
To był dla mnie następny trudny element, bowiem w mieście Warszawa, OSP praktycznie nie istnieje, gros stanowią działania PSP. A więc zmierzenie się z koniecznością współpracy z ochotnikami, rzeczywiście było dla mnie sporym wyzwaniem. (śmiech)
Można spytać dlaczego?
Trudno jest zrozumieć to, że ci ludzie nie robią tego dla pieniędzy, i że z jednej strony nie można od nich wymagać, ale z drugiej strony to zabezpieczenie musi być. Wobec tego trudno jest znaleźć „złoty środek”. Jeżeli jest jednostka zawodowa i ją się alarmuje to wiadomo, że ona wyjeżdża. W przypadku jednostek ochotniczych takiej pewności nie ma. Nie wiadomo, czy ta jednostka wyjedzie za 5, 10 minut albo czy w ogóle wyjedzie?
Muszę jednak powiedzieć, że w tym starym rejonie wołomińskim, jednostki OSP były dobre. Na pewno w czubie można wymienić jednostki z: Radzymina, Kobyłki, Zielonki. Są to jednostki, które działają bardzo profesjonalnie i czas ich reakcji jest niezwykle krótki. Można powiedzieć, że są to nasze trzy sztandarowe jednostki, na które zawsze można liczyć. Bardzo dużo moich pracowników wywodzi się z ich szeregów.
Ile jednostek OSP ogółem jest w powiecie wołomińskim? Ile z nich należy do KSRG?
W ogóle jednostek OSP mamy 42. Z czego, 13 włączonych jest do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego.
Czy to wystarczająco aby zabezpieczyć potrzeby tak rozległego powiatu?
W zasadzie tak. Natomiast, można byłoby dyskutować czy ich lokalizacja jest właściwa. Przyznam szczerze, że mam troszeczkę uwag odnośnie samego systemu.
Z jednej strony to, że dana jednostka włączona jest do KSRG przynosi jej wiele prestiżu. Zyskuje możliwość otrzymywania środków z Państwowej Straży Pożarnej, jeśli ubiega się o zakup nowego samochodu. Jest również objęta formą refundacji całorocznych wyjazdów poza teren własnej gminy. Zatem, trochę tych dobrodziejstw jest.
Jednakże, patrząc na niektóre jednostki można dostrzec pewną niesprawiedliwość tegoż systemu. Dla przykładu, mogę podać gminę Klembów, która posiada cztery jednostki, z czego dwie są w systemie. Ale gdybym miał wskazać, która z nich jest najlepsza, to powiem szczerze, że są to cztery równorzędne jednostki.
Czy rzeczywiście są aż tak dobre?
Proszę sobie wyobrazić, iż Klembów jest jedną z nielicznych gmin, gdzie ochotnictwo jest naprawdę autentyczne. Odkąd sięgam pamięcią, ci ochotnicy każdego roku podejmują uchwałę na zarządzie, o zrzeczeniu się wszystkich pieniędzy, które powinni dostawać jako rekompensatę za wyjazdy! To są ludzie, którzy niosą pomoc z autentycznej potrzeby serca i za to chylę czoła przed nimi.
Poza tym, są to jednostki, które pod względem usprzętowienia także bardzo prą do przodu. W tej sytuacji szkoda, że mamy cztery wartościowe jednostki, z których nie wszystkie mogą być w systemie, bowiem niewielka gmina Klembów nie jest aż tak zagrożona.
Wracając do tematu lokalizacji jednostek na naszym terenie trzeba wspomnieć, iż np. niewielka gmina Dąbrówka posiada 7 jednostek OSP. Jak wójt chce utrzymać wszystkie na wysokim poziomie sprzętowym to w rzeczywistości nie ma szans utrzymania ani jednej.
Tak samo gmina Strachówka, w której są trzy OSP i wszystkie poza systemem. Od 2000 roku uruchomiliśmy w Tłuszczu filię zwaną posterunkiem JRG i stamtąd operujemy na te tereny.
To jest wada naszego systemu, że władze samorządowe chcą pomagać wszystkim. A powinny być wyłonione dwie jednostki w gminie, które byłyby liderami i posiadały dobry sprzęt.
Jakie są główne zagrożenia w powiecie wołomińskim?
Mamy ich co nie miara. W zależności od okresu i charakteru poszczególnych gmin. Wiosną wypalanie traw i zadrzewień. Najgorsze są rejony gmin: Poświętne i Tłuszcz gdzie mamy lasy na podłożu torfowym, które potrafią płonąć przez tydzień.
Trasa komunikacyjna S-8 i droga nr 50 to oczywiście wypadki drogowe. Mamy w powiecie zakłady dużego ryzyka, w tym bazę paliw w Emilianowie, oraz dwa zakłady zwiększonego ryzyka umiejscowione w Wołominie. Ilość pożarów jest zawsze proporcjonalna w stosunku do ludzi przebywających na danym terenie. Oficjalnie powiat wołomiński liczy ok. 240 tysięcy mieszkańców, ale gdyby policzyć letników okazałoby się, że ma 300 tysięcy. I jest to widoczne w ilości zdarzeń. Oczywiście, ma to również przełożenie na stan posiadanego sprzętu, który szybciej się eksploatuje.
Akcja, która najbardziej utkwiła w pamięci?
Przez 11 lat wydarzyło się całe mnóstwo rzeczy nietypowych, a przez to ciekawych. Na pewno katastrofa ekologiczna na rzece Rządza w 2000r. Także w tym samym roku pożar w rejonie Międzylesia. Muszę przyznać, iż po raz pierwszy w życiu miałem wtedy większego stracha.
Nie było żadnej możliwości ucieczki, zostaliśmy otoczeni przez ogień. Dookoła płonął sosnowy zagajnik, płomienie sięgały dwóch, trzech metrów. Musieliśmy wytrzymać do czasu aż nadlecą samoloty, które nocą niestety nie operują. Przez całą noc broniliśmy przed ogniem krytych strzechą gospodarstw, miałem ulokowane w tym rejonie cztery samochody. Płonące igliwie fruwało nam nad głowami, a my musieliśmy przez cały czas pilnować, aby iskry nie przedostały się na te strzechy! Mieliśmy noc pełną atrakcji, ale najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło.
Prawdziwą rzadkością jest wierzchołkowy pożar lasu, który przytrafił mi się przez te lata tylko raz, na terenie poligonu w Zielonce. Na początku ogień rozwijał się normalnie, szedł nisko do czasu aż wystąpił silny wiatr, który zaniósł pożar na wierzchołki drzew. To nie był długotrwały pożar, ale był cholernie niebezpieczny, bowiem w momencie kiedy wskoczył nam na wierzchołki to praktycznie cudem udało nam się ewakuować samochody. O wężach, które tam zostały nawet nie będę wspominał, nie było czasu na nic, nakazałem chłopakom natychmiastowe wycofanie. Na szczęście wiatr osłabł i w końcu udało nam się ten pożar z powrotem dociągnąć do podłoża.
Ciekawym z punktu widzenia kierującego akcją doświadczeniem był nocny pożar zakładu produkującego znicze w Ząbkach, w którym znajdowało się ok. 30 ton parafiny! Było to ewidentne podpalenie, na dodatek tak perfidne, że trudno było je ugasić. Płonąca parafina unosiła się na powierzchni wody, musieliśmy użyć piany. Udało nam się uratować budynek mieszkalny przylegający do zakładu. Sama fabryka niestety spłonęła.
Nie żal panu rezygnować z takiej pracy? Co dalej, łowienie rybek?
Chcę trochę odpocząć, mam małe dziecko 3,5 roku. Potrzebuję trochę luzu. Ciężko powiedzieć, że to jest praca, ponieważ rzadko kiedy mam dzień wolny, czasami trafi mi się niedziela, ale też bardzo rzadko. W każdej chwili trzeba być gotowym do włożenia munduru i wyjazdu. Przyznam się, że jednego razu wyjechałem do pożaru z dzieckiem, bo po prostu nie miałem z kim go zostawić. Dobrze, że policja i żona tego nie widziała (śmiech)

No proszę, rośnie panu następca. Można powiedzieć, że chrzest bojowy ma już za sobą?
Rzeczywiście, dziecko mi się wdrożyło do służby. Dla niego już w tej chwili imprezy strażackie, zawody to okazja, której nie przepuści.
Ale może lepiej jest robić to na czym się człowiek zna? (śmiech)
Mogę powiedzieć, że ja też mam już ustawioną pracę, dalej strażacką. Nie składam broni pozostaję w resorcie, na dodatek na terenie powiatu wołomińskiego.
Służba strażacka od zawsze była pana pasją?
Jestem strażakiem z przypadku! Tuż przed rozpoczęciem studiów, na rodzinnej uroczystości poznałem oficera z Komendy Głównej. I on tak mi w głowie namieszał, że już pod koniec imprezy byłem zdecydowany zostać strażakiem. A wcześniej nawet nie wiedziałem, że istnieje coś takiego jak straż pożarna, w ogóle się tym nie interesowałem. Absolutny przypadek sprawił, że zostałem strażakiem i absolutnie nigdy tego nie żałowałem! (śmiech)
Bardzo fajna praca, bardzo fajne doświadczenie, możliwość spotkania z wieloma wspaniałymi ludźmi. Mentalność większości strażaków jest taka, że przez to, iż wciąż niesiemy pomoc ludziom to już wewnętrznie jesteśmy zawsze nastawieni na pomaganie.
W dobrej kondycji zostawia pan Komendę Powiatową, czy następca będzie miał sporo roboty?
Na pewno będzie miał sporo roboty, chociażby z dalszą wymianą samochodów, których mamy czternaście na stanie. W tym roku mamy już zaplanowaną wymianę samochodu średniego z 1995r. Jest to najstarszy wóz, którego nie zdążyłem wymienić.
Po drugie kryzys, który bardzo odbił się na całej PSP. Czekamy wciąż na pieniądze. Wg moich wyliczeń aby spiąć tegoroczny budżet brakuje nam jeszcze ok. 800 tysięcy złotych. Cudem udało nam się zakończyć bez długu rok ubiegły, za ogólnym porozumieniem musieliśmy przesunąć część środków z nagród, na spłaty zobowiązań.
Mój następca musi utrzymać politykę zakupową, a więc wymianę podstawowego samochodu co dwa lata. W obecnej sytuacji może to być niestety, sporym wyzwaniem.
Dziękuję za rozmowę.
(Rafał S. Lewandowski)
O problemach Straży Pożarnej na terenie powiatu wołomińskiego, najgroźniejszych akcjach ratowniczych ostatniej dekady oraz prognozach na przyszłość opowiada pierwszy Komendant Powiatowy Państwowej Straży Pożarnej w Wołominie. St. bryg. inż. Roman Gołębnik pozostawał na tym stanowisku od 1999 roku, teraz przechodzi na zasłużoną emeryturę.
„KW”: Panie komendancie, jak pan będzie wspominał okres swojej służby, a szczególnie ostatnie jedenaście lat w Wołominie?
Roman Gołębnik: Bardzo dobrze. Swoją pracę zaczynałem od prewencji w komendzie powiatowej, później w komendzie wojewódzkiej. Potem miałem na kilka lat rozbrat ze Strażą Pożarną. Gdy wróciłem w 1994r. to trafiłem do „szkoleniówki”. Pięć lat na różnym szczeblu tą „szkoleniówkę” ćwiczyłem i od 1 czerwca 1999 zostałem oddelegowany na komendanta powiatowego do Wołomina. Także trochę już tych różnych stanowisk strażackich w życiu zaliczyłem.
Przy czym, muszę przyznać, iż praca w prewencji czy w „szkoleniówce” jest o tyle wdzięczna, że można tam być specjalistą. W byciu komendantem powiatowym nie ma takiej możliwości, żeby znać się na wszystkim najlepiej. Tutaj trzeba sobie dobrać kadrę i zdać się na pracowników. Odchodząc z komendy wojewódzkiej chciałem jednak doświadczyć owej pracy u podstaw na szczeblu powiatowym, zmierzyć się z wieloma problemami z różnych dziedzin naraz.
Pożegnanie Komendanta ze sztandarem Komendy Powiatowej PSP Wołomin.
Co było dla pana największym problemem, albo wyzwaniem?
Kierowanie dużą ilością osób. Współpraca z kilkoma osobami merytorycznymi a współpraca z całym przekrojem osób zatrudnionych w służbie przeciwpożarowej to jednak jest ogromna różnica.
Może to na początku było trochę moim problemem. Poza tym, moim minusem od początku było to, że nigdy nie uważałem się za specjalistę w zakresie spraw kwatermistrzowskich. Właściwie nadal jest to moją „piętą achillesową”. Na szczęście, obecnie nie jest to dziedzina bezpośrednio w moim pionie tylko w pionie mojego zastępcy. (śmiech)
Jestem więc po części z tego przykrego obowiązku zwolniony.
Co wobec tego przyniosło panu najwięcej satysfakcji?
Na samym początku nakreśliłem sobie plany reform, które starałem się następnie konsekwentnie realizować i mogę powiedzieć, że prawie wszystko mi się udało.
Ta komenda, gdy ją obejmowałem, była wybitnie skrzywdzona etatowo. Wynikało to z faktu, że gdy powstawały powiaty założenie było takie, aby komendy rejonowe przekształcane zostały w powiatowe z dotychczasową ilością etatów. Problem w tym, że poprzednio Komenda Rejonowa Wołomin operacyjnie chroniła tylko cztery gminy: Zielonkę, Kobyłkę, Wołomin i Radzymin. Liczba 56 etatów była więc dostosowana do potrzeb tylko tych gmin. Tymczasem wraz z powstaniem powiatu teren naszego rejonu zwiększył się dwuipółkrotnie!
Co roku zwiększałem liczbę etatów. W chwili obecnej jest ich już 88 ale niestety, jest to w dalszym ciągu najniższy współczynnik na Mazowszu. Średnia w województwie wynosi ok. 0,7 strażaka na 1000 mieszkańców, czyli docelowo powinniśmy mieć ok. 150-160 etatów.
Jak jest z wyposażeniem wołomińskiej komendy PSP?
Nie jest najgorzej. Odkąd powstały powiaty przyjęliśmy założenie, że co dwa lata będziemy wymieniali podstawowe samochody. Natomiast co drugi rok, dla złapania oddechu będziemy robili tańsze zakupy. To dobra strategia, która do dziś funkcjonuje.
Mamy ciężki samochód z 2007 roku z wydajnością autopompy 6 tys. litrów na minutę. Posiada zbiornik na 7 tys. litrów wody i 4 tys. l. środka pianotwórczego. Przystosowany jest głównie pod zagrożenia przemysłowe.
Niestety, znacznie gorzej jest z samochodami OSP, które w większości są już tak wyeksploatowane, że często nie możemy na nie liczyć.
Wiadomo, że PSP działa w oparciu o OSP. Jak panu układała się ta współpraca?
To był dla mnie następny trudny element, bowiem w mieście Warszawa, OSP praktycznie nie istnieje, gros stanowią działania PSP. A więc zmierzenie się z koniecznością współpracy z ochotnikami, rzeczywiście było dla mnie sporym wyzwaniem. (śmiech)
Można spytać dlaczego?
Trudno jest zrozumieć to, że ci ludzie nie robią tego dla pieniędzy, i że z jednej strony nie można od nich wymagać, ale z drugiej strony to zabezpieczenie musi być. Wobec tego trudno jest znaleźć „złoty środek”. Jeżeli jest jednostka zawodowa i ją się alarmuje to wiadomo, że ona wyjeżdża. W przypadku jednostek ochotniczych takiej pewności nie ma. Nie wiadomo, czy ta jednostka wyjedzie za 5, 10 minut albo czy w ogóle wyjedzie?
Muszę jednak powiedzieć, że w tym starym rejonie wołomińskim, jednostki OSP były dobre. Na pewno w czubie można wymienić jednostki z: Radzymina, Kobyłki, Zielonki. Są to jednostki, które działają bardzo profesjonalnie i czas ich reakcji jest niezwykle krótki. Można powiedzieć, że są to nasze trzy sztandarowe jednostki, na które zawsze można liczyć. Bardzo dużo moich pracowników wywodzi się z ich szeregów.
Ile jednostek OSP ogółem jest w powiecie wołomińskim? Ile z nich należy do KSRG?
W ogóle jednostek OSP mamy 42. Z czego, 13 włączonych jest do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego.
Czy to wystarczająco aby zabezpieczyć potrzeby tak rozległego powiatu?
W zasadzie tak. Natomiast, można byłoby dyskutować czy ich lokalizacja jest właściwa. Przyznam szczerze, że mam troszeczkę uwag odnośnie samego systemu.
Z jednej strony to, że dana jednostka włączona jest do KSRG przynosi jej wiele prestiżu. Zyskuje możliwość otrzymywania środków z Państwowej Straży Pożarnej, jeśli ubiega się o zakup nowego samochodu. Jest również objęta formą refundacji całorocznych wyjazdów poza teren własnej gminy. Zatem, trochę tych dobrodziejstw jest.
Jednakże, patrząc na niektóre jednostki można dostrzec pewną niesprawiedliwość tegoż systemu. Dla przykładu, mogę podać gminę Klembów, która posiada cztery jednostki, z czego dwie są w systemie. Ale gdybym miał wskazać, która z nich jest najlepsza, to powiem szczerze, że są to cztery równorzędne jednostki.
Czy rzeczywiście są aż tak dobre?
Proszę sobie wyobrazić, iż Klembów jest jedną z nielicznych gmin, gdzie ochotnictwo jest naprawdę autentyczne. Odkąd sięgam pamięcią, ci ochotnicy każdego roku podejmują uchwałę na zarządzie, o zrzeczeniu się wszystkich pieniędzy, które powinni dostawać jako rekompensatę za wyjazdy! To są ludzie, którzy niosą pomoc z autentycznej potrzeby serca i za to chylę czoła przed nimi.
Poza tym, są to jednostki, które pod względem usprzętowienia także bardzo prą do przodu. W tej sytuacji szkoda, że mamy cztery wartościowe jednostki, z których nie wszystkie mogą być w systemie, bowiem niewielka gmina Klembów nie jest aż tak zagrożona.
Wracając do tematu lokalizacji jednostek na naszym terenie trzeba wspomnieć, iż np. niewielka gmina Dąbrówka posiada 7 jednostek OSP. Jak wójt chce utrzymać wszystkie na wysokim poziomie sprzętowym to w rzeczywistości nie ma szans utrzymania ani jednej.
Tak samo gmina Strachówka, w której są trzy OSP i wszystkie poza systemem. Od 2000 roku uruchomiliśmy w Tłuszczu filię zwaną posterunkiem JRG i stamtąd operujemy na te tereny.
To jest wada naszego systemu, że władze samorządowe chcą pomagać wszystkim. A powinny być wyłonione dwie jednostki w gminie, które byłyby liderami i posiadały dobry sprzęt.
Jakie są główne zagrożenia w powiecie wołomińskim?
Mamy ich co nie miara. W zależności od okresu i charakteru poszczególnych gmin. Wiosną wypalanie traw i zadrzewień. Najgorsze są rejony gmin: Poświętne i Tłuszcz gdzie mamy lasy na podłożu torfowym, które potrafią płonąć przez tydzień.
Trasa komunikacyjna S-8 i droga nr 50 to oczywiście wypadki drogowe. Mamy w powiecie zakłady dużego ryzyka, w tym bazę paliw w Emilianowie, oraz dwa zakłady zwiększonego ryzyka umiejscowione w Wołominie. Ilość pożarów jest zawsze proporcjonalna w stosunku do ludzi przebywających na danym terenie. Oficjalnie powiat wołomiński liczy ok. 240 tysięcy mieszkańców, ale gdyby policzyć letników okazałoby się, że ma 300 tysięcy. I jest to widoczne w ilości zdarzeń. Oczywiście, ma to również przełożenie na stan posiadanego sprzętu, który szybciej się eksploatuje.
Akcja, która najbardziej utkwiła w pamięci?
Przez 11 lat wydarzyło się całe mnóstwo rzeczy nietypowych, a przez to ciekawych. Na pewno katastrofa ekologiczna na rzece Rządza w 2000r. Także w tym samym roku pożar w rejonie Międzylesia. Muszę przyznać, iż po raz pierwszy w życiu miałem wtedy większego stracha.
Nie było żadnej możliwości ucieczki, zostaliśmy otoczeni przez ogień. Dookoła płonął sosnowy zagajnik, płomienie sięgały dwóch, trzech metrów. Musieliśmy wytrzymać do czasu aż nadlecą samoloty, które nocą niestety nie operują. Przez całą noc broniliśmy przed ogniem krytych strzechą gospodarstw, miałem ulokowane w tym rejonie cztery samochody. Płonące igliwie fruwało nam nad głowami, a my musieliśmy przez cały czas pilnować, aby iskry nie przedostały się na te strzechy! Mieliśmy noc pełną atrakcji, ale najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło.
Prawdziwą rzadkością jest wierzchołkowy pożar lasu, który przytrafił mi się przez te lata tylko raz, na terenie poligonu w Zielonce. Na początku ogień rozwijał się normalnie, szedł nisko do czasu aż wystąpił silny wiatr, który zaniósł pożar na wierzchołki drzew. To nie był długotrwały pożar, ale był cholernie niebezpieczny, bowiem w momencie kiedy wskoczył nam na wierzchołki to praktycznie cudem udało nam się ewakuować samochody. O wężach, które tam zostały nawet nie będę wspominał, nie było czasu na nic, nakazałem chłopakom natychmiastowe wycofanie. Na szczęście wiatr osłabł i w końcu udało nam się ten pożar z powrotem dociągnąć do podłoża.
Ciekawym z punktu widzenia kierującego akcją doświadczeniem był nocny pożar zakładu produkującego znicze w Ząbkach, w którym znajdowało się ok. 30 ton parafiny! Było to ewidentne podpalenie, na dodatek tak perfidne, że trudno było je ugasić. Płonąca parafina unosiła się na powierzchni wody, musieliśmy użyć piany. Udało nam się uratować budynek mieszkalny przylegający do zakładu. Sama fabryka niestety spłonęła.
Nie żal panu rezygnować z takiej pracy? Co dalej, łowienie rybek?
Chcę trochę odpocząć, mam małe dziecko 3,5 roku. Potrzebuję trochę luzu. Ciężko powiedzieć, że to jest praca, ponieważ rzadko kiedy mam dzień wolny, czasami trafi mi się niedziela, ale też bardzo rzadko. W każdej chwili trzeba być gotowym do włożenia munduru i wyjazdu. Przyznam się, że jednego razu wyjechałem do pożaru z dzieckiem, bo po prostu nie miałem z kim go zostawić. Dobrze, że policja i żona tego nie widziała (śmiech)

No proszę, rośnie panu następca. Można powiedzieć, że chrzest bojowy ma już za sobą?
Rzeczywiście, dziecko mi się wdrożyło do służby. Dla niego już w tej chwili imprezy strażackie, zawody to okazja, której nie przepuści.
Ale może lepiej jest robić to na czym się człowiek zna? (śmiech)
Mogę powiedzieć, że ja też mam już ustawioną pracę, dalej strażacką. Nie składam broni pozostaję w resorcie, na dodatek na terenie powiatu wołomińskiego.
Służba strażacka od zawsze była pana pasją?
Jestem strażakiem z przypadku! Tuż przed rozpoczęciem studiów, na rodzinnej uroczystości poznałem oficera z Komendy Głównej. I on tak mi w głowie namieszał, że już pod koniec imprezy byłem zdecydowany zostać strażakiem. A wcześniej nawet nie wiedziałem, że istnieje coś takiego jak straż pożarna, w ogóle się tym nie interesowałem. Absolutny przypadek sprawił, że zostałem strażakiem i absolutnie nigdy tego nie żałowałem! (śmiech)
Bardzo fajna praca, bardzo fajne doświadczenie, możliwość spotkania z wieloma wspaniałymi ludźmi. Mentalność większości strażaków jest taka, że przez to, iż wciąż niesiemy pomoc ludziom to już wewnętrznie jesteśmy zawsze nastawieni na pomaganie.
W dobrej kondycji zostawia pan Komendę Powiatową, czy następca będzie miał sporo roboty?
Na pewno będzie miał sporo roboty, chociażby z dalszą wymianą samochodów, których mamy czternaście na stanie. W tym roku mamy już zaplanowaną wymianę samochodu średniego z 1995r. Jest to najstarszy wóz, którego nie zdążyłem wymienić.
Po drugie kryzys, który bardzo odbił się na całej PSP. Czekamy wciąż na pieniądze. Wg moich wyliczeń aby spiąć tegoroczny budżet brakuje nam jeszcze ok. 800 tysięcy złotych. Cudem udało nam się zakończyć bez długu rok ubiegły, za ogólnym porozumieniem musieliśmy przesunąć część środków z nagród, na spłaty zobowiązań.
Mój następca musi utrzymać politykę zakupową, a więc wymianę podstawowego samochodu co dwa lata. W obecnej sytuacji może to być niestety, sporym wyzwaniem.
Dziękuję za rozmowę.
(Rafał S. Lewandowski)
W dniu 16 marca 2010r. (wtorek) o godz. 17.00 w Centrum Kultury w Tłuszczu, ul. Szkolna 1 odbędzie się spotkanie radnych i burmistrza z mieszkańcami okręgu wyborczego nr 2 tj. Osiedli: Słoneczna, Długa i Bolesława IV.
Zapraszamy!
Warto zauważyć, że poprzednie spotkanie radnych z mieszkańcami tego okręgu odbyło się 12 lutego 2009 r. – czyli ponad rok temu.
Mieszkańcy mieli wiele pytań, na które odpowiadali radna Hanna Kurek, radny Tadeusz Groszek i burmistrz Jan Krzysztof Białek. Spotkanie trwało około 1,5 godziny.
Statut Gminy Tłuszcz
§ 77
1. Spotkania ze swoimi wyborcami radni powinni odbywać nie rzadziej niż 2 razy w roku.
2. Nie rzadziej niż raz w kwartale radni winni przyjmować w swoich okręgach wyborczych w terminie i miejscu podanym uprzednio do wiadomości wyborców , osoby które chciałyby złożyć skargi i wnioski czy postulaty.
3. Radni mogą, stosownie do potrzeb, przyjmować mieszkańców Gminy w siedzibie Urzędu w sprawach dotyczących Gminy i jej mieszkańców.
Z Ludwikiem Dornem, przewodniczącym koła poselskiego Polski Plus oraz kandydatem na prezydenta RP, rozmawia Szymon Krzyżanowski.
Panie marszałku, panie pośle czy panie przewodniczący? Która z tych form najlepiej oddaje pana obecną sytuację?
Jestem przewodniczącym koła Polski Plus, więc to jest tytuł aktualny mieszczący w sobie posła. Marszałek o tyle jest mi miły, że zgodnie z tradycją II Rzeczypospolitej, dożywotnia tytulatura obejmowała prezydentów, senatorów oraz marszałków sejmu i senatu. Posłów, premierów i ministrów już nie. Ale to jest oczywiście żart. Jestem obecnie przewodniczącym koła poselskiego Polski Plus.

W ostatnim czasie zespoły MUKS Zielonka biorące udział w rozgrywkach ligowych Polskiego Związku Unihokeja w kategorii juniorów starszych oraz juniorów młodszych odniosły ważne zwycięstwa.
Juniorzy starsi pokonali dwukrotnie Olimpię Łochów.
Rozgrywki ligowe Polskiego Związku Unihokeja w kategorii juniorów starszych
(sobota) ULKS Olimpia Łochów – MUKS ZIELONKA 3-11 (0-4,2-3,1-4)
bramki asysty
Mateusz Antoniak 3 1
Wojciech Grabowski 3 --
Mateusz Kowalski 2 1
Maksymilian Bystrek 1 --
Michał Sieńko 1 --
Marcin Rabiński -- 1
Maciej Sieńko -- 1
Damian Tomczuk -- 1
28.02.2010 (niedziela) ULKS Olimpia Łochów – MUKS ZIELONKA 2-8 (0-3,0-3,2-2)
bramki asysty
Mateusz Antoniak 2 4
Mateusz Kowalski 3 1
Maciej Sieńko 3 1
MUKS ZIELONKA: Mateusz Antoniak (K), Maksymilian Bystrek, Damian Choromański (B), Marcin Choromański (B), Wojciech Grabowski, Łukasz kaczorek, Mateusz Kendra, Mateusz Kowalski, Piotr Kujałowicz, Kamil Puchała, Marcin Rabiński, Jakub Rydzewski, Maciej Sieńko, Michała Sieńko, Jakub Strzała, Damian Tomczuk.
Trenerzy: Robert Deska, Mariusz Zadroga
Grupa D (runda wstępna)
| Poz. | Drużyna | Mecze | Z | R | P | Bramki | Pkt |
| 1. | MUKS Zielonka | 8 | 7 | 1 | 0 | 140-38 | 15 |
| 2. | ULKS Olimpia Łochów | 8 | 4 | 1 | 3 | 55-74 | 9 |
| 3. | UKS Józefina Dziekanów | 8 | 0 | 0 | 8 | 43-126 | 0 |
Grupa B
| Poz. | Drużyna | Mecze | Z | R | P | Bramki | Pkt |
| 1. | MUKS Zielonka | 5 | 5 | 0 | 0 | 36-13 | 10 |
| 2. | UKS Orlęta Warszawa | 5 | 4 | 0 | 1 | 29-15 | 8 |
| 3. | ULKS Olimpia Łochów | 5 | 3 | 0 | 2 | 29-25 | 6 |
| 4. | UKS Jedynka Orzysz | 5 | 1 | 1 | 3 | 26-32 | 3 |
| 5. | UKS Nowa Łódź | 5 | 1 | 1 | 3 | 21-27 | 3 |
| 6. | UKS Orły Suwałki | 5 | 0 | 0 | 5 | 10-49 | 0 |
MUKS ZIELONKA, UKS Orlęta Warszawa i ULKS Olimpia Łochów wywalczyły awans do turnieju półfinałowego, który odbędzie się w maju.
MUKS ZIELONKA: Damian Choromański (B), Kamil Dąbrowski, Wojciech Czarnota, Tomasz Gromelski, Łukasz Kaczorek, Mateusz Kendra, Piotr Kujałowicz, Błażej Matejek, Karol Puchała, Jakub Rydzewski, Maciej Sieńko, Michał Sieńko, Jakub Strzała, Damian Tomczuk (K).
Trener: Robert Deska
Udział MUKS ZIELONKA w rozgrywkach ligowych Polskiego Związku Unihokeja jest finansowany z budżetu Gminy Zielonka.
Zdjęcia z meczu z Olimpią Łochów:
Do 31 marca można zgłaszać się do udziału w przeglądzie kapel, który odbędzie się w kwietniu 2010 roku w wołomińskim pubie Taaka Ryba. Na zwycięzcę czeka nagroda o wartości 2000 złotych!
BIBLIOTEKA PUBLICZNA MIASTA MARKI
ZAPRASZA
18 MARCA 2010 O GODZ. 16.00
DZIECI W WIEKU 8-11 LAT
NA WARSZTATY, KTÓRE POPROWADZI
PANI MAŁGOSIA KOZIŃSKA pt.: “SPRYTNI SŁOWANIE”
W PROGRAMIE WARSZTATÓW
- Głośne czytanie legendy,
- zaprojektujemy w Internecie wczesnośredniowieczną osadę,
- dowiemy się, kim byli Słowianie, gdzie mieszkali, czym się
żywili oraz co porabiali każdego dnia,
- będziemy tworzyć rysunkową opowieść o jednym dniu z życia
Słowianina,
- słowiańska zabawa w pliszki.
Czas trwania spotkania ok. 1,5 godz.
Zapisy: Biblioteka Publiczna Miasta Marki ul. Lisa Kuli 3a
tel. (22) 781.11.44
biblioteka@marki.net.pl
ILOŚĆ MIEJSC OGRANICZONA!!!!!!!!!
BIBLIOTEKA PUBLICZNA MIASTA MARKI
ZAPRASZA
18 MARCA 2010 O GODZ. 16.00
DZIECI W WIEKU 8-11 LAT
NA WARSZTATY, KTÓRE POPROWADZI
PANI MAŁGOSIA KOZIŃSKA pt.: “SPRYTNI SŁOWANIE”
W PROGRAMIE WARSZTATÓW
- Głośne czytanie legendy,
- zaprojektujemy w Internecie wczesnośredniowieczną osadę,
- dowiemy się, kim byli Słowianie, gdzie mieszkali, czym się
żywili oraz co porabiali każdego dnia,
- będziemy tworzyć rysunkową opowieść o jednym dniu z życia
Słowianina,
- słowiańska zabawa w pliszki.
Czas trwania spotkania ok. 1,5 godz.
Zapisy: Biblioteka Publiczna Miasta Marki ul. Lisa Kuli 3a
tel. (22) 781.11.44
biblioteka@marki.net.pl
ILOŚĆ MIEJSC OGRANICZONA!!!!!!!!!
Zespół Samokształceniowy Nauczycieli Bibliotekarzy
oraz
Biblioteka Publiczna Miasta Marki
ogłaszają trzecia edycję konkursu MARECKIE ULICE I ULICZKI
Regulamin konkursu:
1. Konkurs jest adresowany do uczniów gimnazjum oraz uczniów klas IV-VI mareckich szkół podstawowych
2.Prace należy przygotować w formacie 10 cm x 15 cm (pocztówka). Technika dowolna (może być także fotografia)
3.Praca musi przedstawiać konkretną ulicę lub jej fragment
4.Do każdej pracy należy dołączyć następujące dane:
- imię i nazwisko autora
- wiek (klasa)
- nazwa szkoły
5.Prace należy przekazać do bibliotek szkolnych do dnia 26 marca 2010
6.Prace oceni jury konkursowe, a nagrody zostaną przyznane w 2 kategoriach wiekowych:
- uczniowie klas IV ? VI szkoły podstawowej
- uczniowie gimnazjum
7.Nagrody dla autorów najlepszych prac zostaną wręczone w Bibliotece Publicznej Miasta Marki. Uroczystości będzie towarzyszyła wystawa pokonkursowa.
Zespół Samokształceniowy Nauczycieli Bibliotekarzy
oraz
Biblioteka Publiczna Miasta Marki
ogłaszają trzecia edycję konkursu MARECKIE ULICE I ULICZKI
Regulamin konkursu:
1. Konkurs jest adresowany do uczniów gimnazjum oraz uczniów klas IV-VI mareckich szkół podstawowych
2.Prace należy przygotować w formacie 10 cm x 15 cm (pocztówka). Technika dowolna (może być także fotografia)
3.Praca musi przedstawiać konkretną ulicę lub jej fragment
4.Do każdej pracy należy dołączyć następujące dane:
- imię i nazwisko autora
- wiek (klasa)
- nazwa szkoły
5.Prace należy przekazać do bibliotek szkolnych do dnia 26 marca 2010
6.Prace oceni jury konkursowe, a nagrody zostaną przyznane w 2 kategoriach wiekowych:
- uczniowie klas IV ? VI szkoły podstawowej
- uczniowie gimnazjum
7.Nagrody dla autorów najlepszych prac zostaną wręczone w Bibliotece Publicznej Miasta Marki. Uroczystości będzie towarzyszyła wystawa pokonkursowa.